Najnowsze wpisy

7.12.17

Czy jechać nad morze gdy pada deszcz?

Jak dotąd nie miałam okazji napisać ani słowa na temat naszego wrześniowego urlopu nad morzem. Co prawda wrzesień to już nie do końca lato, ale z tego co wiem z opowieści znajomych, to całe minione wakacje nad Bałtykiem nie zachwycały piękną pogodą. Większość czasu wiało, padało i było chłodno. Tylko nielicznym szczęśliwcom udało się skorzystać z uroków plaży i morza. Tak już jest i nic na klimat nie możemy poradzić.
Decydując się na urlop nad polskim morzem trzeba być przygotowanym na wszystko. Gwarancji upału i słońca nie ma nigdy, pogoda barowa zdarza się często, a ceny w popularniejszych miejscowościach powoli doganiają te z europejskich kurortów. Muszę jednak przyznać, że kocham Bałtyk miłością absolutną i to się nie zmieni nigdy. 
Nawet gdy sztorm porywa połowę plaży, wielkie krople deszczu uderzają o parapet przez całą noc, a za dnia nie dają od siebie nawet na chwilę odpocząć. Nic nie może się równać z zapachem morza, krzykiem mew, smakiem smażonej ryby i gofrów z bitą śmietaną, parawanami rozstawionymi jeden przy drugim w ładniejsze dni. 
Od wielu lat jeżdżę w jedno i to samo miejsce - do Mikoszewa. Małej nadmorskiej wsi położonej gdzieś w połowie drogi między Gdańskiem a Krynicą Morską. Cichej i spokojnej, jeszcze nie zepsutej masową turystyką. Do długiej i szerokiej plaży prowadzi las. Las tak wyjątkowy i piękny, że poznam go zawsze i wszędzie. Kiedy zobaczyłam reklamę Allegro "Lemoniada" serce zabiło mi szybciej - od razu wiedziałam, że kręcili ją właśnie tam!
To moje miejsce na ziemi. Takie do którego się wraca z utęsknieniem. Tak było też tym razem. Cieszyłam się bardzo na myśl o urlopie, szczególnie, że był to pierwszy dłuższy mój i Marka. Razem. Byłam ciekawa czy na pewno lubimy tak samo spędzać czas i czy będziemy się dogadywać tak dobrze jak w codziennym życiu. Na szczęście zdaliśmy ten egzamin śpiewająco, pomimo niesprzyjającej aury. Hmm, nawet bardzo niesprzyjającej. 
Deszcz padał non stop przez 8 dni. Nie odpuścił nam ani razu na dłużej niż 3h z rzędu. Zdarzały się przerwy kilkunastominutowe, ale to zazwyczaj kiedy byliśmy w samochodzie i było nam w sumie wszystko jedno. 
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeśli dopisałaby nam ładna pogoda to pewnie nie ruszylibyśmy się z plaży, a tak? Zwiedziliśmy naprawdę spory kawałek Żuław Wiślanych i Mierzei Wiślanej.
Nie sądziłam nawet, że to tak ciekawe i pełne niespodzianek okolice! Zrobiliśmy łącznie około 700km. Nie traciliśmy dobrych humorów i chodziliśmy również na plażę. Jak to mówią w Szwecji "Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani ludzie". Czy jakoś tak :) Mierzeja Wiślana i Żuławy skradły nasze serca. Brakuje tam tzw. "oczywistych atrakcji". Ba, brakuje nawet publikacji i przewodników, co dla mnie akurat było fajnym wyzwaniem - musiałam się dobrze przygotować. Było warto! Podziwialiśmy podcieniowe domy, skromne i urokliwe kościoły, zagubione w czasie cmentarze Mennonitów, muzea, kolorowe łódki na pustych plażach oraz mniej popularne miasta i miasteczka.
To tak w ramach wstępu. Nad morzem może być fajnie nawet gdy pada. Bo morze samo w sobie jest relaksujące, pełne tajemnic i ukrytego piękna. Wystarczy odrobina pozytywnego myślenia, własna kuchnia (żeby nie zbankrutować w kiepskich barach!), kalosze, polar i dobry plan. Jaki był nasz? Opowiem wkrótce!

29.11.17

Przepis na maltańskie ricotta qassatat

Qassatat to obok pastizzi jedna z najpopularniejszych maltańskich przekąsek. Jedno i drugie to rodzaj pieczonych pierogów wypełnionych farszami. Różnią się ciastem - quassatat robione są z kruchego, a pastizzi zbliżonego fakturą do ciasta filo. Najczęściej można je spotkać wypełnione słoną ricottą lub szpinakiem z dodatkiem ricotty. Pastizzi są tańsze (kosztują około 0,35-0,50 EUR za sztukę), quassatat nieco droższe (ok. 1 EUR), ale też znacznie bardziej sycące i mimo że ciężkie, to mniej tłuste. Kaloryczne jednak jak diabli! Kupuje się je w małych okienkach gastronomicznych lub budkach oraz w barach, kawiarniach. 
Często opowiadam Markowi o czasie spędzonym na Malcie, więc postanowiłam iść krok dalej i przygotować mu to szybkie danie. Skorzystałam z tego przepisu. Bardzo ważna jest  tu ricotta, która musi być smaczna. My na szybko kupiliśmy w Lidlu i to był błąd - z ricottą ma tyle wspólnego, co nic. Polecam jednak dopłacić i kupić jakąś włoską (w Warszawie np. w Piccola Italia). Na pewno muszę jeszcze poćwiczyć ich składanie - najładniej wyszły te, które kleił Marek. Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć jak powinny wyglądać te idealne. 

  Qassatat tal-irkotta (4-5 średnich sztuk)

200 g mąki pszennej 
100 g zimnego masła
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli i trochę wody 

na farsz: 
200 g dobrej jakości sera ricotta
1 jak najmniejsze jajko 
        sól morska (całość powinna być słona)

Dodatkowo: 1 jajko do smarowania ciasta

Wszystkie składniki farszu połączyć, wymieszać i odstawić. Mąkę przesiać do miski, wymieszać z proszkiem do pieczenia, dodać pokrojone zimne masło, sól i trochę wody (około 1-2 łyżki). Wyrobić gładkie ciasto i uformować z niego grubszy rulon. Pokroić na plastry (1.5cm grubości). Każdy plaster rozwałkować na równy placek (ok. 2mm). Nakładać farsz i zawijać boki do góry tak, aby utworzyć coś na kształt małego wulkanu :) Wyłożyć na papier do pieczenia, posmarować roztrzepanym jajkiem i piec 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200*C. 

Smacznego!

24.11.17

Jesień w Białymstoku

W połowie października gościliśmy na weselu pod Łomżą. Zabawa była przednia. Ponieważ sił w niedzielę mieliśmy jeszcze sporo, postanowiliśmy zboczyć z drogi powrotnej i odwiedzić dawno niewidziany Białystok. 
Pierwszy i jak dotąd ostatni raz byłam w Białymstoku kilka lat temu, w wakacje. Taki weekendowy wypad, który nieco pokrzyżowała pogoda - lało jak z cebra całe dwa dni, bez chwili wytchnienia. Nie przywiozłam wówczas żadnych zdjęć, ale bawiłam się świetnie - dobre towarzystwo i ładne miejsce do szczęścia w pełni wystarczy. 
Tym razem wpadliśmy do miasta tylko na dłuższy spacer i obiad w barze mlecznym Podlasie (ich zupy i syrniki podlaskie są doskonałe!). Oczywiście tradycyjnie przywitał nas deszcz, ale później było już coraz pogodniej.
Dużym zaskoczeniem była dla nas Jesień! O wiele bardziej zaawansowana niż w tym samym czasie w Warszawie. Kolorowe drzewa obok tych wciąż soczyście zielonych, a do tego dywany żółtych liści pod stopami.
Efekt zdumiewający i zachwycający. Zaparkowaliśmy samochód przy Bramie Wielkiej prowadzącej do Pałacu Branickich. Spacer zaczęliśmy od dziedzińców pałacowych, następnie do głównej części ogrodów. 
Cóż to jest za miejsce! Jeden z najładniejszych ogrodów barokowych w naszym kraju, pełen rzeźb i atrakcji takich jak Altana pod Orłem. Można się poczuć jak we Francji wśród wypielęgnowanych klombów i alejek. 
To świetne miejsca na spacer, jak też na odpoczynek, obserwowanie kaczek na wodzie lub sesję zdjęciową. 
Cieszę się, że miałam ze sobą swój kieszonkowy aparat - żałowałabym bardzo, gdym nie mogła zrobić zdjęć. 
Następnie udaliśmy się na Rynek Kościuszki, pewnie najbardziej znane miejsce w Białymstoku. Jego centrum z ratuszem, urokliwą fontanną, mnóstwem restauracji, lodziarni, kawiarni i barów. Jak już wspomniałam, my akurat jedliśmy w pobliskim barze mlecznym. Byłam w nim kilkukrotnie w czasie pierwszej wizyty, a że ostatnio głównie rozczarowuję się kulinarnie, wybrałam go znowu. Karmią świetnie, niedrogo i w przyjemnym wnętrzu. 
Marek miał jeszcze ochotę na lody, więc zajrzeliśmy do lodziarni reklamującej się jako najlepsze "naturalne" (mam już dość tego słowa przy KAŻDYCH lodach) w mieście, ale niestety były słodkie, twarde i niesmaczne. 
Ostatnim przystankiem tego dnia był Park Planty. Byłam nim zauroczona kilka lat temu i cieszę się, że wciąż zachwyca. Teren jest duży, bo ok. 14ha i różnorodny. Są tam wysokie drzewa, jest różany zakątek, staw, Aleja Zakochanych z ogromną, podświetlaną wieczorami fontanną. Całość stylowa i mocno trafiająca w mój gust. 
Białystok jest dobrą propozycją na jednodniową lub weekendową wizytę. Można jeszcze ruszyć na spacer szlakiem murali, odwiedzić Muzeum Podlaskie, zwiedzić wnętrza Pałacu Branickich, cerkwie, Muzeum Historii Medycyny i Farmacji. Możliwości jest dużo. Byliście w Białymstoku? Lubicie to miasto?

18.11.17

Madera - 7 miejsc które wspominam do dziś

Od mojego urlopu na Maderze minęło już 7 lat. To były czasy, kiedy jeszcze nie robiłam zbyt wielu zdjęć, nie notowałam wspomnień ani nazw. W kieszeni mały, prosty aparat który ciągle się zacinał i nie zawsze chciał współpracować. Szkoda, bo to wyjątkowo piękna wyspa i chętnie wracałabym do uwiecznionych kadrów i chwil.
Pewnie niewielu z Was wie, że miałam kiedyś okazję opowiadać o Maderze na łamach magazynu Claudia. To była dość osobliwa przygoda, ale efekt pracy pani Elżbiety Wichrowskiej z działu Podróże i mojej znajdziecie tutaj - Wieczna Wiosna na Maderze. Muszę przyznać, że to naprawdę przyjemna pamiątka na całe życie. 
Do dziś w moich codziennych myślach jest kilka niezwykłych zakątków tej wyspy. Takich, do których chętnie bym się przeniosła w ponure dni. Zamykam oczy i hop! Jestem tam. Przedstawię Wam je dziś jeden po drugim.

1. Przylądek Ponta de São Lourenço
Klify, wiatraki, przepaści, puste przestrzenie i przenikliwy wiatr

2. Câmara de Lobos 
    Kolorowe miasteczko w którym swego czasu zakochał się sam Sir Winston Churchill

3. Curral das Ferias 
     Dolina Zakonnic. Miejsce, które wygląda jakby się odkrywało zaginiony świat

4. Ponta do Garajau 
 Piewsze i ostatnie w którym dałam sobie zrobić ładne zdjęcia ;) Ps. Eh, gdzie ta młodość?

5. Obiad na wschodzie wyspy
Serwowany na tarasie z widokiem na klif z wodospadem Veu de Noiva (welon Panny Młodej)

6. Porto Moniz 
Mglista, wietrzna i tajemnicza, najdalej wysunięta na wschód miejscowość wyspy


7. Jardim Tropical Monte Palace 
Zielony, soczysty, świeży. Według mnie najpiękniejszy ogród na tej pełnej roślin wyspie
Byliście na Maderze? Jakie miejsca zapadły Wam najmocniej w pamięć?

11.11.17

24 prezenty świąteczne dla miłośników morza

W tym roku nie miałam jeszcze okazji obejrzeć filmu "To właśnie miłość", ale nie da się ukryć, że Boże Narodzenie już coraz bliżej. W sklepach powoli pojawiają się bombki, kalendarze adwentowe i marcepanowe kulki, a sklepy zaczynają kusić świątecznymi promocjami. Ja już większość prezentów mam skompletowanych (jak zwykle kupuję je przez cały rok, a nie na ostatnią chwilę), ale szukałam ostatnio pomysłów na prezent dla ... siebie. Przy okazji powstał pomysł wpisu o podarunkach w marynistycznym stylu (moim ulubionym!). Rok temu pisałam o prezentach z folkową nutą (którą lubi np. moja mama). Wpis nie jest sponsorowany i jest w pełni subiektywny. Kierowałam się ogólnym marynistycznym klimatem (kolory biały i niebieski, paski, letnie akcenty), a nie tylko przedmiotami z ozdobami typu kotwice. Mam nadzieję, że uda Wam się znaleźć tutaj jakąś inspirację! 

MODA I DODATKI MARYNISTYCZNE

       
1. Tyszert longsleeve w paski, 189zł (do kupienia tutaj)
2. Naszyjnik łódka origami Dedicante, 37zł (do kupienia tutaj)
       
3. Lusterko Dziewczynka Marynarz, 11 zł (do kupienia tutaj)
4. Torba płócienna w grube paski, 15zł (do kupienia tutaj
     
    5. Kopertówka od Zuzi Górskiej, ok. 180zł (zamówienia tutaj)
        6. Kolorowe skarpety Surf and Sail, 25 zł (do kupienia tutaj)     
         
7. Materiałowe balerinki, 25-30zł (do kupienia tutaj)
     8. Zegarek Papierowa Łódeczka, 101zł (do kupienia tutaj)
         
9. Top One w paski Tyszert, 129zł (do kupienia tutaj)
10. Srebrna zawieszka Róża Wiatrów, 49zł (do kupienia tutaj
         
11. Jedwabny krawat w kotwice, 89zł (do kupienia tutaj)
12. Brelok morski w kotwice, 35zł (do kupienia tutaj)


MORSKIE AKCENTY W MIESZKANIU

   
13. Kalendarz ścienny latarnie morskie 2018, 35zł (do kupienia tutaj)
14. Pościel w marynarskie paski, 97zł (do kupienia tutaj)
      
15. Ręczniki dla gości Zara Home, 49,99zł (do kupienia tutaj)
16. Mydło Marsylskie Marine, 7,50zł (do kupienia tutaj)
       
17. Silikonowa foremka do czekoladek lub lodu, 35zł (do kupienia tutaj)
    18. Niebieskie szkło z kolekcji Stockholm 2017, 19-99zł (w sklepach IKEA)
       
19. Mydelniczka biało-niebieska Zara Home, 19,99zł (do kupienia tutaj)
20. Serwetki z morskim motywem, 5,50zł (do kupienia np. tutaj)
     
21. Marynistyczna girlanda ozdobna, 39zł (do kupienia tutaj)
22. Marynarska poszewka z łódką, 39zł (do kupienia tutaj)
     
23. Album na zdjęcia kotwica hand made, 115zł (do kupienia tutaj)
   24. Mgiełka o zapachu nadmorskich wakacji, 29,90zł (do kupienia tutaj)

Lubicie morskie klimaty? 
TOP